Monthly Archives: Sierpień 2012

Moje marzenie, a dzieło taty

Kiedy byłam na Ukrainie, podczas zwiedzania miejscowych sklepów dostrzegałam walizki zrobione z grubej tektury, oklejone papierem przedstawiającym sławne postacie jak Marylin Monroe, czy też miasta jak Paryż. Zauroczyły mnie. Z powodu braku gotówki nie mogłam zakupić jednej z nich. Zostało zdjęcie na telefonie komórkowym i obraz w głowie – w myślach przywoływałam go wielokrotnie. Dręczyłam tymi wspomnieniami tatę, pytając czy nie dałby rady zrobić chociaż jednej takiej walizki. Zrobił… i to z drewna, a na końcu namalował róże. Ciężko przychodzi mi powiedzieć, jak bardzo go uwielbiam za to, że jest stolarzem na zawołanie mimo, że nie jest nim z zawodu. Ręcznie wygina drewno i kiedy pracuje nad moim małym marzeniem i ja nic o tym nie wiem. Pewnego dnia przynosi gotowe elementy i mówi: „Spójrz…” I on nie jest „wylewny”. Niedaleko pada jabłko od jabłoni – taki tato i taka sama córa.

Czerwień uwodzi ecru, biel je chce

PannaKokardowaPannaKokardowa2

Pomysł na worki zrodził się już dawno temu. Pierwsze szyłam ręcznie i używałam jako przechowalnię kosmetyków i bielizny. Świetnie sprawdzały się w podróży. Dzisiaj ręcznie wykańczam tylko detale, a to w zasadzie dzięki rodzicom. Pewnego dnia mama zadzwoniła informując mnie, że mamy maszynę do szycia. Odkupiła ją od cioci. Niestety, nie została z nami długo. Nie zdążyłam nawet nic uszyć,a ona po prostu „padła”. Niektórzy z was pomyślą: „A toż ci ciotka! – wiedziała czego się pozbyć!”. Jednak muszę przyznać, że sprzęty elektroniczne wcale a wcale mnie nie lubią i coś mi się wydaje, że kiedy się do nich zbliżam, muszę wydzielać jaką gargulcową energię. Częstotliwość psucia się moich rzeczy z działu: „elektroniczne” czasami mnie zadziwia, ale tylko czasami. Można bowiem do tego przywyknąć. Tak czy owak mam nową i ta (odpukać w niemalowane drewno) DZIAŁA! I sprawia mi wielką radość. Worki mają się dobrze i zamierzam po kolei zapoznać Was z każdym z nich. Niech zobaczą trochę świata, niech świat zobaczy je… zanim jakiś niemeldowany mol się do nich przy koleguje.

PS: Wymiary większego woreczka: 28,5cmx22,5cm Wymiary mniejszego woreczka: 18cmx12,5cm; fot. Dominika Rek.

Gdzieś po drodze

MINOLTA DIGITAL CAMERA

Nie pamiętam, ile dni zajęło mi namalowanie „Strugi łez”. Pamiętam tylko, że za każdym pociągnięciem pędzla odkrywałam emocje, które towarzyszyły jednej myśli. Miałam w sobie uczucie. Spisując właśnie słowa wypowiedziane do samej siebie, mam je znowu. Już odległe, ale czasami powraca, nie ginie. Zmieniło formę. Pozwala zakończyć to zdanie z uśmiechem na twarzy i wyszeptać „Dziękuję”.

Koronkowy zawrót głowy

ZaczęłoSię

Koronkowy zawrót głowy. Tak nazwałabym stan, w którym byłam przez jakiś czas po odwiedzinach jednej z pasmanterii. Prułam, kroiłam i zszywałam różne części zakupionych koronek, których barwy z reguły nie odbiegają od wyznaczonego standardu. Kocham biel, jeszcze bardziej ecru. Tam, gdzie zwykle dokonuję zakupu tego materiału, Panie znają mnie doskonale. Przełamałyśmy pierwsze lody. Teraz, kiedy pojawiam się w drzwiach, nie podchodzę do kasy i nie pokazuję palcami, które z koronek znajdujących się na półkach za plecami ekspedientki mnie oczarowały. Kiedy minie kolejka, gestem lekko wzniesionej ręki sprzedawczyni zaprasza mnie do siebie, powtarzając jak mantrę te same słowa: „Niech sobie Pani tam grzebie”.

Pędzel poszedł w ruch

„Jesteś tym, czym głębokie twe pragnienie. Jakie twe pragnienie, taka twoja wola. Jaka twoja wola, taki czyn. Jak czyn twój, taki los”. Co do ostatniego, do dzisiaj nie mam pewności w którym kierunku zmierzamy. Z czynem też tak do końca nie było. Od dawna kłębiły się w głowie różne kolory. Łączyłam je we wzory, układałam z nich pejzaże, ubierałam ludzi. Pierwsze płótno, farby, pędzle kupił tato. Guśka dała siłę, mówiąc: „Działaj, maluj”. I zaczęło się. Miałam na sobie stare, powyciągane we wszystkie strony, dresowe spodnie oraz znienawidzony przez Guśkę zielony sweter, który przeżył wraz ze mną kilkaset zwykłych i niezwykłych dni. Jednak dopiero roztarty na twarzy krem Bambino (po 20 roku życia zaplanowałam poczuć się dzięki temu dzieckiem 😉 oraz niedbale spięte włosy, czyniły ze mnie artystę nad artystami.

Ania i Tata

Chyba we wszystkich blogach chodzi o to, żeby się przedstawić, więc…. jestem Ania. Miło mi was powitać. Mój tato (druga ważna tutaj osoba) jest moim tatą i co gorsza, ma całkowicie neutralny stosunek do wynalazku, jakim jest blog. I ja nie bardzo rozumiem, co właściwie tutaj robimy. Mam nadzieję odkryć sens tej podróży, którą właśnie zaczynamy.